|
Mojemu poznawaniu hatha-jogi towarzyszyła jednocześnie ciekawość i niedowierzanie: oto pokazano mi statyczne ćwiczenia, które miały dodać mi zdrowia i energii. Po kolejnych sesjach poczułam radość, bo już nogi mi się nie plączą i nawet w głowie próbuję przełożyć na polski Parivrtta- trikonasana...
Oczywiście, że chciałam wszystko od razu poznać i natychmiast zrobić. Chciałam pokazać - sobie przede wszystkim, że już potrafię! I już, już było prawie dobrze - moim zdaniem super ! - a tu znów jak wyrzut sumienia – najpierw od mojego nauczyciela, a potem od samej siebie - słyszałam: ”rozluźnij plecy, głowę, przenieś swą uwagę na duży palec lewej nogi”.
Na początku mojej praktyki nie wyobrażałam sobie, że można tak wszystko uchwycić naraz: poprawnie wejść w pozycję, odnaleźć się w niej, włączyć w to oddech i świadomość, która podpatrując każdą część ciała osobno - scala je w jedność. Scala mnie
Pracuję ze swoim ciałem - to daje satysfakcję i obietnicę, że jeśli nadal będę się trzymać tej drogi, to moje zdrowie będzie coraz lepsze. Widzę rezultaty, widzę własne postępy i głębię całej praktyki. Uczucia płynące z ciała, które przecież były w nim od zawsze, ale całkiem bezimienne, uczyłam i nadal uczę się rozpoznawać i nazywać odpowiednimi słowami.
Wchodzenie we własne odczuwanie - jest właściwie powrotem do siebie, powrotem do domu. Joga nauczyła mnie pokory w stosunku do własnego ciała, jak też do ciała innych ludzi. Ciało raz lekkie, innym razem oporne i niechętne do jakiegokolwiek wysiłku. Przyjmuję jego dyspozycje i niedyspozycje z takim samym spokojem i szacunkiem. Praktyka nauczyła mnie podążania do celu krok po kroku, bez zbędnego stresu i napięcia. A co jest tym celem? Właśnie to, co robię w danym momencie - cel sam sobie tu i teraz. To wszystko.
Robiąc wiele rzeczy naraz, tak naprawdę nie uczestniczy się w żadnej z nich. Uwaga jako niezbędny czynnik przy każdej pozycji zagościła już we mnie na stałe - coraz mniej chwil w moim życiu, które przemykają, a ja nie wiem, na co i gdzie je straciłam Już wiem, że mam prawo mieć wolny czas, tak tylko dla siebie, czas na ćwiczenia, rozmyślanie, medytację. Czas na marzenia i prawo do ich realizacji. Gdy rozpoczynałam swoją przygodę z jogą, sądziłam, że po opanowaniu technicznej strony asan, osiągnę mistrzostwo. Teraz mam świadomość, że samo pojęcie „Mistrza” jest relatywne i do „mistrzostwa” daleka droga . Bardziej przychylam się do tego, że samo wędrowanie - teraz już ukierunkowane - i ciągłe doskonalenie się, jest sednem mojego odczuwania, przeżywania, mojego życia.
|